Mapa Europy Środkowo-Wschodniej pełna jest miejsc naznaczonych przemocą. Gdy bliżej się przyjrzymy wszędzie napotkać możemy skażone krajobrazy 11. Terminu skażone krajobrazy używanego przez Martina Pollaca do opisania miejsc masowych mordów używam tu w szerszym kontekście do opisania wszelkiego rodzaju miejsc naznaczonych przemocą, w tym również miejsc masowych wysiedleń.. Funkcjonują one dziś w bardzo charakterystyczny sposób, który można byłoby określić jako rodzaj zawieszonej potencjalności. Przeszłe wydarzenia na dobre zmieniły ich status, nie funkcjonują w przestrzeni “tu i teraz”, tylko nieustannego “tam, wtedy”. Są celowo omijane, nieoznaczane, nieupamiętniane. Nikt na powrót się tam nie osiedla, nie korzysta z uroków ani bogactw tych ziem. Łączy je trudna do zracjonalizowania aura afektywna – coś w ich przestrzeni w odczuwalny sposób jest “nie tak” (…) są dla otaczającej ją wspólnoty niewygone, w takim sensie, że ich upamiętnienie jest większym zagrożeniem dla zbiorowej tożsamości niż poniechanie upamiętnienia. Innymi słowy, miejsca te nie są miejscami pamięci w sensie, jaki temu terminowi nadał Pierre Nora, ponieważ społeczność topograficznie przypisana danej lokalizacji nie ma potrzeby lub wręcz nie chce lokować swej pamięci w tym obiekcie: chce go zapomnieć, nie pamiętać.22. Roma Sendyka, Pryzma – zrozumieć nie miejsca pamięci [w:] Inne przestrzenie, inne miejsca. Mapy i terytoria, red. Dariusz Czaja, Wołowiec 2013, s.281.)

Wysiedlone po II Wojnie Światowej miejscowości w południowo-wschodniej Polsce są właśnie takimi nie-miejscami pamięci. To miejsca, których się nie odwiedza, przestrzenie tabu, stanowią wyrwę w oswojonym krajobrazie. “Tam nic nie ma”, “pustka”  – to stwierdzenia przedstawicieli lokalnej społeczności, które najczęściej pojawiają się w opisach wysiedlonych miejscowości33. “Podstawową jakością charakteryzującą nie-miejsca pamięci jest ich niewidzialność, przezroczystość w sensie nie zatrzymywania na sobie spojrzenia przechodnia”. Roma Sendyka, Pryzma… s.283.. Ta znacząca “pustka”: po ludziach, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów, po zwierzętach hodowlanych, zabudowaniach, ten wyczuwalny brak widocznych śladów ludzkiej obecności, pozostaje w kontraście do przyrody, którą tam zastajemy. Bujna, żywa, soczysta, wypełnia przestrzeń w sposób doskonały, pełny, nasyca ją intensywnymi kolorami, bogactwem gatunków. Przyroda przejmująca te obszary pozostaje jakby niespójna z wydarzeniami, które się tam odbyły, nie tak przecież wyobrażamy sobie miejsca ludzkiej krzywdy.

Wysiedlone miejscowości to bardzo często niezmiernie atrakcyjne miejsca. Działanie Pustki odbyło się w nieistniejącej wsi Studenne, wysiedlonej całkowicie w 1947 roku, a zaproszona do udziału została społeczność Terki, miejscowości znajdującej się najbliżej, oddalonej od Studennego zaledwie o 10 minut drogi. Interwencja polegała na zorganizowaniu spaceru do wysiedlonej miejscowości, do miejsca, do którego się nie chodzi. Był to akt rytualny, próba przełamania istniejącego tabu,  odczarowania tej przestrzeni, polegająca na wprowadzeniu choć na chwilę życia w przestrzeń skażoną śmiercią i cierpieniem. Na spacer przyszli przedstawiciele trzech pokoleń mieszkańców Terki. Zdecydowana większość z nich nigdy wcześniej nie była w Studennym.

Ja jestem ze Studennego.Antoni Tymcio, ur. w Studennym, mieszkaniec Terki. Rodzina Tymciów została wysiedlona w 1947 na tzw. Ziemie Odzyskane i w latach ‘50 wróciła w Bieszczady. Ponieważ nie mogli osiedlić się już w Studennym, zamieszkali najbliżej jak to było możliwe, czyli w Terce. Ja tam urodzony. W ‘44. W ‘47 było wysiedlenie. Ja wszystko wiem, gdzie dom był, gdzie ludzie mieszkali, gdzie cerkiew była. Tam pustynia została. Trawy i tyle wszystkiego. I parę krzyży. Mój dziadek tam leży. Siostrę mam tam pochowaną. Koniem pojadę i świeczkę zaświecę na wszystkich świętych i tyle. Dawniej nie można było nawet pomnika stawiać.

Tam pusto. Na domach to takie trawiska powyrastały, że nic nie widać. Ciężko kamień zobaczyć. To nikt nie kosi tyle lat. Burzany takie urosły, że wyżej człowieka. Wszystko powyrastało i stoi. Kwiatków żółtych tam rośnie dużo, takich wysokich. Na tym miejscu, gdzie domy stały. 

Cerkiew była drewniana, karczmy były dwie. W wiosce było siedemdziesiąt rodzin. Domy były ponad potokiem, na środku i tu na górze. Tam od Sanu była karczma, później tam dalej była placówka. Zaraz wyżej karczmy był dwór. I zakonnicy tam też mieszkali. Domy wszystkie pod słomą były. Stajnia z chałupą razem, wszystko pod jednym dachem. Domy były z drzewa, były z kamieni, lepianki były, ale najwięcej było z drzewa. Z boku spiżareczka była, komóreczka, jakaś tam szopka. Starej daty te domy były. Teraz tylko trochę drzew owocowych zostało. I studnie. Studni nikt nie rozwalał. Ciężko znaleźć już dobre owoce. Czasem gdzieś jabłko dobre się znajdzie, ale one też już zdziczały. To przecież tyle lat. Ani gałązka nie obcięta, ani nic. Nikt przecież o to nie dba. Ale czasem jeszcze zjeść idzie. No i dziki mają co jeść. I niedźwiedzie.