menu
Every song knows its home

Paweł Mościcki
Muza migrantów

 

„Kryzys uchodźczy”, który od kilku lat zajmuje centralne miejsce w przekazach medialnych, retoryce politycznej i refleksji nad aktualną kondycją Europy, generuje wciąż swoje efekty uboczne. Przede wszystkim umieszcza źródła kryzysu w niewłaściwym miejscu, wskazując – podprogowo – że problemem do rozwiązania są uchodźcy, nie zaś to, co zmusza dziś miliony ludzi na całym świecie do podejmowania skrajnie ryzykownej wędrówki, często kończącej się śmiercią, w poszukiwaniu pracy czy schronienia przed pewną śmiercią. Jeśli globalny system mierzy się dziś z jakimś kryzysem, z pewnością nie jest to kryzys uchodźczy, lecz kryzys kapitalizmu, praw człowieka czy kryzys klimatyczny. To ich nawarstwienie i rosnąca bezradność wśród największych światowych potęg wobec ich skutków, albo brak politycznej woli reagowania, stanowi prawdziwą przyczynę naszego niepokoju.

Ideologiczny wymiar aktualnego dyskursu na temat migracji polega również na tym, że wytwarza iluzję jakoby istniała tożsamości uchodźcy, jakby istnieli ludzie, których cechą podstawową byłoby bycie uchodźcą. Zwłaszcza wśród prawicowych populistów widać tendencję, aby z „uchodźcy” uczynić domkniętą figurę zła lub obcości, pojemny worek na wszelkie możliwe lęki i frustracje. Tymczasem ludzie migrujący po świecie są co najmniej tak samo zróżnicowani jak populacje krajów, do których przybywają. Tym, co ich łączy nie jest żaden rodzaj wspólnych przekonań, rytuałów, wierzeń czy przyzwyczajeń. Jeśli istnieje dla nich wspólny mianownik, jest nim, paradoksalnie, samo doświadczenie migracji. Paradoksalnie dlatego, że polega ono na utracie tożsamości, dramatycznym zbłądzeniu, pokaleczeniu. Wymaga żałoby po utraconym domu i gotowości zbudowania go od nowa w całkiem nowym, często obcym lub wrogim, otoczeniu. Nie można zmierzyć się z wyzwaniami współczesności nie dokonując zmiany perspektywy z jałowej konkurencji między tożsamościami na uważne wsłuchiwanie się w doświadczenie wygnania.

Wielu współczesnych artystów dokonywało prób zbliżenia się do doświadczenia uchodźczego, konstruując w ten sposób niejako alternatywną ścieżkę dla politycznego myślenia, skupioną na dotkliwym wymiarze współczesnego życia, nie zaś pogrążoną w retorycznych pojedynkach na klisze i slogany. Powstały w ten sposób kanon filmów, fotografii i instalacji Karolina Grzywnowicz w swym projekcie Every song knows its home uzupełnia o jeszcze jeden, niezwykle istotny aspekt. Zamiast wizualnego świadectwa podróży czy jej literackiego zapisu artystka proponuje prawdziwy soundtrack wygnania. Gromadzi piosenki śpiewane przez uchodźców w trakcie wędrówki, a także te, które powstały po jej zakończeniu jako rodzaj oddolnej sagi, opowieści zachowującej pamięć o poniesionej krzywdzie. W jej projekcie znajdziemy także melodie i dźwięki zasłyszane przez migrantów z odbiorników radiowych, ekranów telewizyjnych czy telefonów komórkowych. Funkcjonując w szarej strefie współczesnego prawa migranci często ukrywają się, znikają. Być może więc dźwięki, melodie, rytmy, są w stanie opowiedzieć coś, czego obrazy nie mogą dojrzeć albo dla czego nie ma już dziś odpowiedniego obrazu. W tym sensie Grzywnowicz stara się w swej pracy stworzyć warunki bezpośredniego spotkania z Muzą uchodźców: zbłąkaną, przesiedloną i zranioną jak oni.

Nie można jednak opowiedzieć o doświadczeniu wygnania ograniczając się jedynie do jego aktualnego wymiaru, tak jakby migracja powstała dopiero wtedy, gdy zainteresowały się nią środki masowego przekazu. Tymczasem ma ona długą historię, tak jak długie jest trwanie społecznej niesprawiedliwości: pod każdą szerokością geograficzną i w każdej epoce. Karolina Grzywnowicz zdaje sobie z tego sprawę, dlatego jej archiwum muzyczno-dźwiękowe jest wychylone ku różnym wymiarom czasowym i przestrzennym. Są piosenki przesiedlanych po wojnie Ukraińców, Łemków; jest rap uchodźców z ogarniętej wojną Syrii, a także piosenki śpiewane przez uchodźców z Afryki Zachodniej. Mamy więc tutaj do czynienia z prawdziwym montażem historii (opowieści, wspomnień, tradycji), a także z Historią jako montażem. Dzięki temu każda zasłyszana melodia, każda nucona w samotności piosenka może ukazać się jako część większej całości, jako „fragment tradycji uciśnionych”, której nauka – jak pisał Walter Benjamin – jest niezbędna do tego, aby zapobiegać nieuchronnym katastrofom.